Chcąc dokończyć poprzednią notę o stykówkach, chciałem zrobić porównanie obrazu całej stykówki, powiększonego obrazu z tejże oraz zdjęcie powiększone w inny sposób. Widzę jednak, że to może być trochę dłuższy temat, w ramach którego będzie krótka dygresja o domowej ciemni.
Może więc od tej dygresji zacznę. Miałem dość długa przerwę od ściemniania , jeśli dobrze liczę to będzie ok 5-6 lat. Ostatnie powiększenia robiłem jeszcze w domu rodzinnym w bardzo prowizorycznej ciemni, która była (z braku innej możliwości) zorganizowana raczej mało optymalnie. Robiłem tam powiększenia, jeśli się nie mylę, przez łącznie ok 3 lata. Po tym okresie nastąpiło pewne zawieszenie fotografii analogowej na kołek. Kolejne lata mijały, międzyczasie zdążyłem się 4 krotnie przeprowadzić i zawsze coś stało na przeszkodzie by urządzić ciemnie, choćby taką prowizoryczną. Ostatnio jednak pchany jakimś impulsem, sprowadziłem z od rodziców większość niezbędnego sprzętu i korzystając z kilku wolniejszych dni uruchomiłem w końcu ciemnię. Oczywiście prowizoryczną, rozstawianą w łazience, ale jednak działającą! Co najważniejsze, rozstawianie to nie jest bardzo uciążliwe ani długotrwałe. Siadając do pisania tej notatki jestem właśnie po króciutkiej sesji ściemniania- w ciągu pół godziny udało mi się rozłożyć wszystko, zrobić próbki, jedno powiększenie oraz sprzątnąć wszytko. W tej chwili papier się suszy a ja piszę te słowa. Pół godziny. Biorąc to pod uwagę, myślę że dużo łatwiej będzie się zmotywować do robienia powiększeń, nawet jeśli to miały by być krótkie posiedzenia dające w efekcie 2-3 odbitki. Oczywiście- w te kilka minut poświęconych odbitce nie da rady robić jakichś cudów nad papierem, ale wg. mnie jak najbardziej można zrobić poprawne powiększenie.
Podsumowując- w ciągu ostatniego tygodnia udało się uruchomić ciemnię oraz wywołać dwa filmy- obu tych działań nie prowadziłem już od dawna jednak zadziwiające jest jak mało zapomniałem. Proces negatywowy robiłem wręcz odruchowo- przy płukaniu metodą Ilforda to już była chyba pamięć mięśniowa... W każdym razie cieszę się z tego i mam nadzieję, że uda się na stałe wrócić do fotografii.
W ramach przygotowania ciemni udało mi się w końcu zebrać w sobie, by wrócić też do podstaw elektroniki. Trochę jako nauka, trochę jako przydatne akcesorium zbudowałem lampę ciemniową- dwukolorowe LEDy (pomarańczowe i czerwone) świecące impulsowo by wykorzystać efekt Schwarzschilda. Jest to lekko zmodyfikowana wersja układu prezentowanego kiedyś w "Elektronice Praktycznej". W chwili obecnej jest w pełni funkcjonalna czeka już tylko na dodanie jakiejś sensownej obudowy.
Na koniec jeszcze jedno małe przemyślenie, a raczej obserwacja- przez te kilka lat wiele się zmieniło. Ja się zmieniłem pod wieloma względami. Przeglądając segregator z negatywami trafiłem na stary autoportret, których chyba kiedyś nawet wrzucałem na poprzedniego bloga. Patrząc na to stare zdjęcie, widząc to stare "ja" (z przed co najmniej 6 lat) stwierdziłem, ze zrobię pewne porównanie:














