niedziela, 10 marca 2019

Nota#4 Ciemna strona mocy

Miał być tekst fotograficzno-techniczny o procesie, który prowadzi od negatywu do formy prezentacyjnej. Jednak dygresja trochę się przeciągnęła, więc technikalia będą w następnej notce.

Chcąc dokończyć poprzednią notę o stykówkach, chciałem zrobić porównanie obrazu całej stykówki, powiększonego obrazu z tejże oraz zdjęcie powiększone w inny sposób. Widzę jednak, że to może być trochę dłuższy temat, w ramach którego będzie krótka dygresja o domowej ciemni.

Może więc od tej dygresji zacznę. Miałem dość długa przerwę od ściemniania , jeśli dobrze liczę to będzie ok 5-6 lat. Ostatnie powiększenia robiłem jeszcze w domu rodzinnym w bardzo prowizorycznej ciemni, która była (z braku innej możliwości) zorganizowana raczej mało optymalnie. Robiłem tam powiększenia, jeśli się nie mylę, przez łącznie ok 3 lata. Po tym okresie nastąpiło pewne zawieszenie fotografii analogowej na kołek. Kolejne lata mijały, międzyczasie zdążyłem się 4 krotnie przeprowadzić i zawsze coś stało na przeszkodzie by urządzić ciemnie, choćby taką prowizoryczną. Ostatnio jednak pchany jakimś impulsem, sprowadziłem z od rodziców większość niezbędnego sprzętu i korzystając z kilku wolniejszych dni uruchomiłem w końcu ciemnię. Oczywiście prowizoryczną, rozstawianą w łazience, ale jednak działającą! Co najważniejsze, rozstawianie to nie jest bardzo uciążliwe ani długotrwałe. Siadając do pisania tej notatki jestem właśnie po króciutkiej sesji ściemniania- w ciągu pół godziny udało mi się rozłożyć wszystko, zrobić próbki, jedno powiększenie oraz sprzątnąć wszytko. W tej chwili papier się suszy a ja piszę te słowa. Pół godziny. Biorąc to pod uwagę, myślę że dużo łatwiej będzie się zmotywować do robienia powiększeń, nawet jeśli to miały by być krótkie posiedzenia dające w efekcie 2-3 odbitki. Oczywiście- w te kilka minut poświęconych odbitce nie da rady robić jakichś cudów nad papierem, ale wg. mnie jak najbardziej można zrobić poprawne powiększenie.
Podsumowując- w ciągu ostatniego tygodnia udało się uruchomić ciemnię oraz wywołać dwa filmy- obu tych działań nie prowadziłem już od dawna jednak zadziwiające jest jak mało zapomniałem. Proces negatywowy robiłem wręcz odruchowo- przy płukaniu metodą Ilforda to już była chyba pamięć mięśniowa... W każdym razie cieszę się z tego i mam nadzieję, że uda się na stałe wrócić do fotografii.




W ramach przygotowania ciemni udało mi się w końcu zebrać w sobie, by wrócić też do podstaw elektroniki. Trochę jako nauka, trochę jako przydatne akcesorium zbudowałem lampę ciemniową- dwukolorowe LEDy (pomarańczowe i czerwone) świecące impulsowo by wykorzystać efekt Schwarzschilda. Jest to lekko zmodyfikowana wersja układu prezentowanego kiedyś w "Elektronice Praktycznej". W chwili obecnej jest w pełni funkcjonalna czeka już tylko na dodanie jakiejś sensownej obudowy.



Na koniec jeszcze jedno małe przemyślenie, a raczej obserwacja- przez te kilka lat wiele się zmieniło. Ja się zmieniłem pod wieloma względami. Przeglądając segregator z negatywami trafiłem na stary autoportret, których chyba kiedyś nawet wrzucałem na poprzedniego bloga. Patrząc na to stare zdjęcie, widząc to stare "ja" (z przed co najmniej 6 lat) stwierdziłem, ze zrobię pewne porównanie:






sobota, 9 marca 2019

Nota#3 Wielkość ma znaczenie? Stykówki


Nie rozumiem magii stykówek. Po prostu nie. Nie potrafię zrozumieć o co z nimi chodzi.
Robię je z większości filmów, które uważam za warte tego ze względu na zdjęcia (czyli np odpuszczam totalne eksperymenty), bardzo lubię je oglądać tak pod względem pojedynczych klatek jak i całości arkusza. Arkusza, który pokazuje trzydzieści kilka kadrów, każdy tworzący swój mały świat, każdy wielkości znaczka pocztowego. To oczywiście dotyczy filmów typu 135, 120 to inna historia- 12 (zwykle) zdjęć, o już większych wymiarach daje trochę inny efekt. Tak naprawdę, przy kwadratach ze średniego formatu nawet stykówki można uznać już za pełnoprawne, mimo że niewielkie zdjęcia.
Niezależnie jednak od formatu- czy 120 czy 135, w stykówkach tkwi jakaś magia. Czarne tło, zarys perforacji, czy brzegów szerokiej taśmy wraz z fabrycznie naświetlonymi oznaczeniami. No i same zdjęcia- to coś czego najbardziej nie rozumiem- bardzo często zdarza się, że na miniaturce, w oryginalnym formacie 24x36mm^2 zdjęcie wygląda bardzo dobrze. Pięknie rozłożony kontrast i ogólna tonalność, masa szczegółów i ogólna "soczystość" obrazu. Jednak po powiększeniu czy zeskanowaniu i obróbce w cyfrowej ciemni efekt jest dużo gorszy. Oczywiście, pierwsze co przychodzi odo głowy to "nie umiem robić powiększeń/ skanów". Częściowo się zgodzę- wiele mi brakuje wiedzy i umiejętności, daleko mi do klasy "fine printing", ale mimo wszystko są powiększenia które mnie satysfakcjonują, są skany które czasem wyglądają lepiej niż papierowa wersja (jednak cyfrowa "ciemnia" jest trochę łatwiejsza niż tradycyjna). Poza tym te stykówki nie są wykonywane w jakiś specjalny sposób- ot położenie negatywu na papierze i naświetlanie tak aby uzyskać prawie pełną czerń na niezaświetlonych obszarach negatywu. Nic więcej. Papier- dość miękki plastik (special Agfy), lekko już dymiący ze starość wywołany w najbardziej normalnym procesie. Jednak efekt bardzo cieszy oko. Często próby przeniesienia zdjęć na większy format dają kiepskie efekty- można dać większy kontrast, użyć lepszego papieru, próbować machać rękami pod powiększalnikiem, ale efekt często jednak nie jest taki jak oczekiwany. A może to jednak zdjęcia? Może niektóre wyglądają dobrze tylko oglądane w małych formatach, tak by trzeba im było się przyglądać z bliska, wnikliwie próbując dojrzeć jak najwięcej szczegółów skrytych za małym formatem? Nie wiem, nie rozumiem stykówek, ale wiem że maja w sobie jakąś magię i na pewno będę je robił dalej.






*Niedawno zacząłem, nazwijmy to z braku lepszego słowa, "projekt". Chce prowadzić coś w rodzaju notatnika-pamiętnika-szkicownika-albumu. Nie wszystkie notatki, które spiszę, będą się nadawać do publikacji, część z nich uważam za prywatne bądź nie interesujące dla kogoś postronnego, dlatego na pewno się tu nie pojawia. Jednak aby zachować pewien porządek, oryginalna numeracja zostanie zachowana, dlatego dzisiejsza notatka ma nr 3, mimo że jest pierwszą tutaj.